Interview with LAHKA MUZA ( Tomek Zrabkowsky )

Lahka Muza to klasyk słowackiej mrocznej sceny. Grupa działa od 1984 roku i do chwili obecnej nagrała cztery płyty i trzy kasety. Pod koniec ubiegłego roku nakładem Black Flames ukazał się ostatni album grupy, “Cesty Svetla Plynu Temnotou”, przynosząc kolejną porcję znakomitej, ponurej, zdominowanej przez elektroniczne brzmienia, gotycko-industrialnej muzyki. 
Zespół wystąpił na ostatnim festiwalu w Bolkowie, gdzie został bardzo dobrze przyjęty. 
Na moje pytania odpowiada wokalistka, Gudrun Snake.

Lahka Muza działa od 1984 roku. Czemu można zawdzięczać fakt, że wciąż chce wam się tworzyć muzykę, zważywszy, że trafia ona do bardzo wąskiego kręgu odbiorców?

To prawda, że od ponad 16 lat pokazujemy się na scenie, a wciąż nie jesteśmy gwiazdami. Tak naprawdę to nigdy nie mieliśmy takich ambicji. Po latach rozczarowań wynikających z kontaktów z biznesem muzycznym i trudności w komunikacji z ludźmi możemy tylko stwierdzić, że muzyka jest na tyle nierozłączną częścią naszego życia, że nie moglibyśmy bez niej żyć. 

Czy człowiek wyraża się najpełniej przez sztukę? Jeśli tak, to z jakim rodzajem ludzi mamy do czynienia w dzisiejszym świecie, biorąc pod uwagę, że współczesna sztuka to z jednej strony głupia, do znudzenia jednakowa muzyka pop, hurtowo produkowane, pozbawione ambicji filmy, seriale telewizyjne i gry komputerowe, a z drugiej strony sztuka konceptualna, gdzie obiektem zachwytów może być nawet muszla klozetowa, jeśli tylko zostanie wystawiona w muzeum lub w galerii?

Dobrze, gdy człowiek sam sobie zadaje takie pytanie. Przez długi czas uważaliśmy, że sztuka jest wartością uniwersalną, niezbędną w życiu każdego człowieka. Jednak doświadczenie napełniło nas przekonaniem, że dzisiejszy świat jest wydrążony, wypełniony pustką, i prawdziwa sztuka jest mu niepotrzebna. Jest więcej niż możliwe, że jest to rezultatem tego, że współcześni twórcy stracili kontakt z tym, co mistyczne. A może nigdy nie mieli takiego kontaktu. Niestety, z wyschniętego źródła nie popłynie woda. 

Żyjecie z dala od kulturalnych czy politycznych wydarzeń, gdzieś w górach. Czy życie w izolacji pomaga czy przeszkadza w odnalezieniu się we współczesnym świecie? Czy świadome trzymanie się na uboczu jest sposobem, żeby zachować radość życia?

To prawda, że żyjemy na wsi, z dala od przemysłu. Oczywiście działanie w zespole, gdy mieszka się na końcu świata, stwarza wiele niedogodności, głównie od strony organizacyjnej. Pochłania to niewiarygodne pokłady energii. Z drugiej jednak strony, w dobie globalizacji, dzięki Internetowi, nie jest to już takie trudne. Doceniamy to, że możemy mieszkać w górach, blisko natury, i że możemy zachować spokojny rytm życia, podczas gdy świat szaleńczo pędzi donikąd. Wydaje nam się, że świat zmierza w pełnym pędzie w stronę czarnej dziury. Ponieważ tego procesu nie da się zatrzymać, próbujemy spowolnić chociaż pęd naszego wewnętrznego świata.

W jednym z wywiadów stwierdziłaś, że muzyka dlatego jest najpopularniejszą formą sztuki, bo ludzie mogą jej słuchać, myśląc jednocześnie o czymś innym i kompletnie się w nią nie angażując. Czy potrafisz być tak wyciszona, by skoncentrować się tylko na jednej rzeczy? Czy jesteś pozbawiona tego pragnienia, które popycha ludzi, by słuchali muzyki, czytali wiele książek, odwiedzali dużo miejsc, doświadczali nowych przeżyć, wymyślali nowe rzeczy? Bardzo często, mam przynajmniej taką nadzieję, głód życia i doznań jest przyczyną, dla której ludzie nie mogą poprzestać na robieniu tylko jednej rzeczy. Możliwe że chcą zrobić zbyt dużo. Czy jednak ci owładnięci pasją przedstawiciele rodzaju ludzkiego nie są pozytywną i potrzebną przeciwwagą dla tych wiecznie znudzonych lub zmęczonych osobników, nie mających kompletnie pojęcia, co zrobić z danym im czasem?

Na pewno nuda oraz poczucie pustki i własnej nieużyteczności są najgorszym przekleństwem. Biorąc pod uwagę fakt, że każde stworzenie na tym świecie jest niepowtarzalne, można zapewne przeżyć swoje życie na wiele różnych sposobów. Faktycznie, ludzie, którzy mogą nam się wydawać zwariowani czy szaleni, mogą po prostu nie mieć innego wyboru, jak postępować dokładnie w sposób, w jaki postępują. W ostatnim czasie stało się jednak dla nas oczywiste, że wszystkie te sposoby na czerpanie zadowolenia z życia mają swoje własne ograniczenia. Prawdziwe spełnienie można tylko osiągnąć we własnym, wewnętrznym świecie.

Jak przeczytałem na waszej ulotce, Lahka Muza oznacza zdegenerowaną sztukę. Dlaczego wybraliście taką nazwę? Czy odbieracie swoją twórczość jako zdegenerowaną?

Termin lahka muza oznacza aktualnie sztukę bezwartościową, upadłą. Lecz kto tak naprawdę potrafi odróżnić prawdziwą sztukę od tej, która tak tylko wygląda na pierwszy rzut oka? Przekaz zawarty w naszej twórczości mówi – Szukaj piękna i prawdy tam, gdzie nie spodziewałbyś się znaleźć.

Jeszcze raz powrócę do jednego ze starych wywiadów. Stwierdziłaś tam, że w pierwszym okresie działalności Lahka Muza była zainspirowana miastem i jego urbanistycznym krajobrazem, natomiast w chwili obecnej inspiracji dla waszej twórczości należy szukać w naturze. Przykro mi, ale osobiście nie potrafię znaleźć żadnych nawiązań do natury w waszej mrocznej, mechanicznej, zimnej, postindustrialno-gotyckiej muzyce. 

Odbierasz naszą muzykę jako zimną i mroczną. Tak to już jest, że my, Europejczycy, mamy tendencje do oceniania rzeczy, które oddziałują na nas swą siłą i intensywnością jako zimne i mroczne. Jest w nas za mało magii, więc wszystko próbujemy ujmować z perspektywy naszego umysłu. To prawda, że nasze wczesne albumy były głównie produktami “ludzkiego czynnika w odbieraniu świata”. Ich filozoficzne odniesienia zostały ograniczone do struktur społecznych. Teraz jednak widzimy wszystko w innym świetle i w naszej muzyce próbujemy zawrzeć uczucia, które przekraczają ramy obserwacji socjalnych. Pomimo że większości ludzi zupełnie to nie obchodzi, my próbujemy respektować podstawowe zasady rządzące wszechświatem.

Jakie są wasze inspiracje? Jakie książki, jaka muzyka, filmy, malarstwo wywarło na was największe wrażenie?

Tak jak większość ludzi, również my nie żyjemy zawieszeni w pustce i odseparowani od świata. Poświęciliśmy mnóstwo czasu i energii na studiowanie dzieł innych autorów. Po tych wszystkich latach zrozumieliśmy, że najsilniej oddziałuje na nas sztuka, która ma w sobie siłę, odzwierciedla prawdę i pokazuje światło na końcu nawet najciemniejszego tunelu. 

Przyznam się, że ciężko zrozumieć mi wasze teksty. Rozumiem poszczególne słowa, ale nie mogę odszukać znaczenia całości. Dla mnie wyglądają one po prostu jak zbiór przypadkowych fraz, który postawione obok siebie dobrze brzmią. Przepraszam, jeśli moje pytanie wyda się impertynenckie, ale czy jesteście świadomi sensu tego, co chcecie przekazać w każdym ze swoich tekstów?

Absolutnie nie odbieramy twego pytania jako impertynencji. Po prostu próbujesz znaleźć sens ukryty za atrakcyjną formą. I nie możesz uwierzyć, że go tam nie ma. Wydaje ci się, że po prostu nie możesz go dostrzec. Nasze teksty zdecydowanie nie mają być tylko atrakcyjnym, nic nie znaczącym dodatkiem. W każdym z nich ukryty jest jakiś przekaz. Może jednak zajść sytuacja podobna do tej, gdy laik czyta alchemiczne księgi. Słowa mogą wydawać się zrozumiałe, ale prawdziwego sensu nie zdoła on odkryć. Nasze teksty zawsze odzwierciedlają aktualny stan naszego ducha i umysłu i wynikają z potrzeby nieustannego podążania w stronę wiedzy, nawet jeżeli ceną za to jest ból, smutek i samotność. Na drodze mądrości nigdy nie ma zbyt dużego ruchu i zdarzają się na niej tylko drobne stłuczki z osobami, które podążają tym samym szlakiem.

Często używacie alchemicznych symboli na okładkach waszych płyt. Co symbolizuje lew z frontu waszego ostatniego albumu? Czy w jakiś szczególny sposób jesteście zainteresowani magią i alchemią?

Ze wszystkich naszych poprzednich wypowiedzi można wywnioskować, że staramy się patrzeć na życie z magicznej strony. Również cała symbolika, której używamy, wspomaga to nasze dążenie. Alchemiczne symbole są tylko wyobrażeniami procesów zachodzących w naszych duszach. To dlatego zawsze tak silnie nas inspirują. Na okładce najnowszej płyty spotykają się dwa różne symbole – zaćmione słońce i lew o dwóch głowach. Spotyka się czarne słońce i androgen-hermafrodyta. 

W jaki sposób zetknęliście się z Black Flames Prod? Czy nie wydawało się wam dziwne, że zagraniczna wytwórnia jest zainteresowana wydaniem płyty zaśpiewanej w języku słowackim? Czy myślicie, że na Zachodzie znajdzie się publika zainteresowana waszą twórczością?

Wydaje mi się, że Black Flames skontaktowało się z nami po artykule w słowackim magazynie Alien. Ponieważ oprócz naszych fotografii podany był tam adres strony internetowej, nie nastręczało trudności dowiedzenie się czegoś więcej na nasz temat. Black Flames poprosiło nas o przysłanie płyt. W tym czasie nagrywaliśmy nowy materiał i wytwórnia postanowiła go opublikować. To nie była pierwsza oferta ze strony zagranicznej firmy, ale tylko Black Flames przystało w pełni na nasze warunki. Co do naszych słowackich tekstów, to ani my, ani Black Flames nie widzimy żadnego problemu. Przeciwnie, ustaliliśmy, że znakomicie uzupełniają one brzmienie naszej muzyki. 

Jakie są wasze wrażenia po koncercie w Bolkowie?

Mamy jak najlepsze wrażenia. Świetna organizacja, piękne otoczenie i, co najważniejsze, świetne przyjęcie ze strony fanów.

Ostatnie pytanie. Czy moglibyście zarekomendować pięć albumów, które wywarły na was ostatnio największe wrażenie?

To jest najtrudniejsze pytanie spośród wszystkich przez ciebie zadanych. I to wcale nie dlatego, że nie ma czego słuchać. To prawda, że wciąż ciężej i ciężej znaleźć rzeczy, które wychodzą poza ramy przeciętności, ale nadal można natrafić na perły. Możemy z pewnością polecić album syberyjskiego Huun Huur Tu nagrany razem ze śpiewakami z Bułgarii “Fly, Fly My Sadness”, poza tym amerykański In Blind Embrace i płytę “Songs from The Shadows”, muzykę do filmu “Fortepian” i w końcu zapomniany, niemiecki zespół Sand i ich CD “Ultrasonic Seraphin”, i to właściwie wszystko, na co w tym momencie moglibyśmy zwrócić uwagę.

Rozmawiał: maniak