INTERVIEW for ALUQAH (Thorn, Poland) with Gudrun, 9.9.2001
 

ALUQAH: W swojej biografii na początek istnienia zespołu datujecie rok 1984. Pierwsze demo zarejestrowaliście w 1988 roku, natomiast pierwsza płyta ukazała się dopiero w 1992 roku. Dlaczego tak długo czekaliście z wydaniem debiutanckiego CD?

LM: Początek każdego zespołu jest pełen chaosu, zmian personalnych i zewnętrznych wpływów. Bardzo specyficznym faktem powodującym konieczność pracy w całkowitym podziemiu było to, że przez ten cały czas ciągle żyliśmy w socjalistycznej Czechosłowacji. Oczekuję, że potrafisz zrozumieć to wszystko dzięki temu, że sam pochodzisz z jednego z państw Układu Warszawskiego.Dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych pojawiło się kilka możliwości zarejestrowania naszej muzyki. Po upadku komunizmu w 1989 nasza sytuacja zmieniła się znacząco. Od samego początku należeliśmy z naszą ciężką muzyką do krawędzi sceny....w tym czasie byliśmy jedyną industrialną grupą w Słowacji więc musieliśmy czekać na nasz debiut.

ALUQAH: Nagraliście już cztery albumy. Każdy z nich dla innej wytwórni. Dlaczego nie zatrzymaliście się na dłużej w żadnej z nich? Jak przebiega obecna współpraca z porzuconymi wytwórniami? (czy wciąż dystrybuują wasze CD?)

LM: Pierwsza płyta „Tien Bolesti” (1992, Zoon) była częścią ośmioczęściowego projektu Martina Spisaka „ the best of Slovakia”. Po wydaniu ośmiu tytułów wytwórnia ta zakończyła działalność i zmieniła się w stację radiową. Drugi CD ”Chvenie Absolútna” (1995, Indies) został wydany po podziale Czechosłowacji w 1993, raczej niespodziewanie przez Czeską firmę specjalizującą się głównie w gitarowej alternatywie. Nie byłą ona jednak zainteresowana wydaniem naszego następnego albumu z powodu jego wyraźnej muzycznej rozbieżności z ich profilem, tak więc nasz trzeci CD CD ”Sen ohraničeného života” (1998, Sonicca) wyszedł w Słowacji dzięki wytwórni naszego inżyniera dźwięku Juraja Stubniaka.
Najnowszy zrealizowaliśmy na bazie propozycji z Black Flames. Myślę, że jest jasne, dlaczego jesteśmy zmuszeni wydać naszą płytę w ten sposób. Po prostu tutaj nie istnieje żadna wytwórnia, która chciałaby ten rodzaj muzyki mieć w swoim repertuarze na dłuższy czas. Nawet na świecie wytwórnie takie jak Mute Records zdarzają się bardzo rzadko.

ALUQAH: Czy istnieje jakaś szansa aby nabyć gdzieś wasze demo?

LM: Oczywiście... co więcej, dla naszych fanów w Polsce nie powinno być to problemem. Po prostu wyślij e-maila do Black Flames (adres znajdziesz poniżej) lub jeśli oni nie mają, skontaktuj się z managerem LM który bez żadnych problemów prześle ci ten materiał....
Pierwsze dwa wydawnictwa zostały już sprzedane, ale mamy dobrej jakości wersję CD-R, ponadto nadal są pozostałe dwa. Tej jesieni będzie wytłoczone następne 500 kopii naszej ostatniej płyty... są już wyprzedane.

ALUQAH: Ostatni CD „Cesty svetla Plynou temnotu” ukazał się nakładem polskiej wytwórni BLACK FLAMES. Czy jesteście zadowoleni ze współpracy z polskim wydawcą? (Czy ewentualnie następny CD ukaże się również nakładem B.F.?)

LM: Na razie mogę opisać naszą współpracę tylko w pozytywnych słowach. Pomimo tego, że jest to mała firma, gdzie wszystko robi jedna osoba i jej możliwości nie są ogromne, jesteśmy bardzo z niej zadowoleni. Bardzo dobrze wypromowała nas w Europie dzięki wielu wywiadom w ważnych magazynach takich jak Zillo, Orkus,Black Magazine, Gothic, Sideline, Vampiria i innych.... ponadto obecność na kilku kompilacjach. Odnośnie do następnego albumu zobaczymy czy sytuacja będzie wyglądała tak jak w chwili wydania. Wiemy zbyt dobrze że długie terminy mają krótkie życie.....

ALUQAH: Już jakiś czas temu zrealizowaliście klip do utworu „Sen ohronicneho Zivota”. Na waszej stronie internetowej znajdują się również obszerne fragmenty koncertów. Czy nie myśleliście o wydaniu tych materiałów na oficjalnym video – tape?

LM: Tak... ponieważ robimy sami nasze video-art chcielibyśmy skompletować w niedalekiej przyszłości videokasetę LM, na której powinny się pojawić 3 klipy oraz najlepszy materiał z naszych koncertów. Głównym problemem w wydaniu jest sfinansowanie tego projektu, zobaczymy jak to wyjdzie

ALUQAH: Przez cały okres istnienia zespołu dorobiliście się kilku bardzo dobrych płyt, zagraliście też wiele dobrych koncertów, takich jak choćby ostatni występ na Castle Party. Jaki jest wasz stosunek do tworzonej przez siebie muzyki? Co sprawia wam większą satysfakcję, praca w studio czy przedstawienia na żywo?

LM: Pozostajemy w równowadze pomiędzy nimi. Nasza muzyka jest w jej założeniu konceptem, tak więc sesje nagraniowe wymagają absolutnego wysiłku i maksymalnej koncentracji we wcześniej przygotowanych aranżacjach. W studiu nie ma miejsca na improwizację. Ponieważ jesteśmy także producentami, mamy jasną i zdefiniowaną ideę ostatecznego rezultatu naszej pracy. Bardzo dbamy o nasze brzmienie, tak więc nagrywamy w najdroższym studiu w Słowacji, nasze wszystkie płyty zostały nagrane z naszym nadwornym realizatorem Jurajem Stubniakiem z Sonicca. Tutaj łączy się najwyższa jakość z profesjonalnym podejściem, tak więc czas spędzony w studiu oznacza dla nas satysfakcję na okres 2 – 3 lat, kiedy przygotujemy nowy materiał. Z drugiej strony, jako że jesteśmy w głębi siebie bardzo zwierzęcy, bardzo lubimy grać na żywo. Jest to szansa na połączenie naszej muzyki z wizualną częścią, nadającą naszej muzyce specyficzne piętno...

ALUQAH: Wasze koncerty przybierają formę performance. Czy myśleliście o tym, aby jako zespół skomponować muzykę do czyjegoś przedstawienia teatralnego? Myślę, że mogłoby to być całkiem ciekawym przedsięwzięciem.

LM: Jak wcześniej mówiłem, robimy video-art, do obydwu klipów napisaliśmy scenariusze, reżyserowaliśmy i wyprodukowaliśmy je.. nawet zagraliśmy w nich.... tak więc widzisz, poświęciliśmy się trochę.... Wiesz, kiedy ktoś pyta się mnie o naszą muzykę, jak ja postrzegam ją, często odpowiadam że jest to muzyka do filmu, który jeszcze nie powstał... tak więc jeśli ktoś kiedykolwiek skontaktuje się z nami w celu współpracy przy filmie lub sztuce, możemy porozmawiać o tym.

ALUQAH: Muzyka L’AHKA MUZA jest niczym wędrówka przez zakamarki ludzkiej duszy, czasem kojarząca się z rytuałem magicznym. Kiedyś zapytany, co za muzykę wykonujecie odpowiedziałem, że jest to najmroczniejszy zespół jaki kiedykolwiek miałem okazję usłyszeć. To wrażenie dalej zostało we mnie zakodowane. Ciekaw jestem co was, twórców, skłania do tworzenia właśnie takich kompozycji. Czy jest to reakcja na zastaną rzeczywistość, marzeniem o wędrówce w najmroczniejsze zakątki ludzkiej psychiki, czy tylko zwykłe opowiedzenie dźwiękiem pewnych wizji?

LM: Po pierwsze pragnę powiedzieć, że fakt postrzegania naszej muzyki jako bardzo mrocznej jest tylko kwestią podejścia słuchacza.... rozmyślne tworzenie depresyjnych nastrojów nie jest naszym zamiarem, pozostawiamy to tym, którzy uważają to za swoje główne zadanie. Osobiście myślę,że nasza muzyka jest przede wszystkim silna... i czy napełnia ona człowieka lub odwrotnie, tłumi go dla jego słabości, jest tylko sprawą każdego słuchacza. Jest to dokładnie tak jak z magią – laik dzieli ją na białą i czarną, podczas gdy jest tylko jedna, reszta zależy tylko od nastawienia tej osoby do esencji tego zjawiska.... Nasza „ciemność” może byś powiązana z faktem, że staramy się maksymalnie przybliżyć słowa i muzykę do wydarzeń które zgłębiamy... I wiedza i prawa tego świata same w sobie mogą wyglądać dla nas czasami okrutne i mroczne.. ale to wszystko wynika z naszego niezrozumienia. Wszystkie nasze uczucia i myśli zintegrowane w naszej muzyce mają realny związek z naszym życiem, chociaż próbujemy te rzeczy uogólnić i uczynić bardziej uniwersalnymi....

ALUQAH: W twoich tekstach występuje bardzo wiele symboli, dwuznacznych wizji. Jakie znaczenie ma dla Ciebie w ogóle symbolika, magia, okultyzm? Czy uważasz, że dzięki magii można osiągnąć absolut, że jest to sposób na samodoskonalenie?

LM: Staramy się zbliżyć do wszystkiego w duchu starych, renesansowych mistrzów i myślicieli. We wszechświecie wszystko jest powiązane. Tylko nowoczesny człowiek, który stracił swą łączność z tym wszechświatem dawno temu, oddziela wszystko i wyciąga z kontekstu... wtedy owe trzaski i próżnia powracają do niego jak jego własna pustka...więc symbolizm, magia i okultyzm są nierozerwalną częścią naszego podejścia do samego życia. Może jest tyle sposobów samodoskonalenia ile ludzi na świecie...Myślę, iż nie ma uniwersalnej zasady odnoszącej się do każdego... ale na pewno istnieją pewne podstawy wokół których wszystko kręci się...Osobiście myślę, iż do osiągnięcia Absolutu nie wystarczy sama magia, potrzeba magicznego podejścia, serca wypełnionego miłością do esencji tego Wszechświata, a także genialnego i jednocześnie pełnego miłości myślenia... kiedy te dwa elementy łączą się nierozerwalnie, wtedy pojawia się Androgen i Absolut zostaje osiągnięty.

ALUQAH: Erotyzm, dekadencja, poczucie wyobcowania to tematy obecne w twoich lirykach. Są to tematy bliskie literaturze modernistycznej przełomu XIX i XX wieku. Na ile bliskie są tobie utwory poetów tamtych czasów? Co zamierzasz przekazać własnymi tekstami innym ludziom? Czy jest to tylko manifestacja własnych przeżyć, czy może pragniesz powiedzieć innym ludziom Obudźcie się! Coś tu nie tak?

LM: Fakt, iż świat po swojej wewnętrznej stronie jest w takim stanie w jakim jest, mógłby być ukryty, ale artysta zawsze poszukuje prawdy i stara się dostać do samego serca sprawy: mamy więc wewnątrz współczucie dla tych, którzy mają to nastawienie...i co do naszego przekazu...każdy CD bada pewne terytorium i pokazuje pewne rozwiązania.... zależy to od słuchacza, tego, czy jest w stanie w końcu to znaleźć... przez Cień Bólu zdążamy do Wibracji Absolutu, tak byśmy mogli śnić nasz Sen Zdefiniowanego Życia i ostatecznie dowiedzieć się, iż Drogi Światła prowadzą przez Ciemność! Nie możemy po prostu zapomnieć, iż one są ciągle drogami Światła!

ALUQAH: Każdy kto słyszał L.M. kojarzy was przede wszystkim tylko jako muzyków, a przecież nie jesteście zespołem utrzymuje się wyłącznie z muzyki. Kim więc jest Gudrun, 677, Voda poza zespołem? Czym się zajmujecie oprócz wspólnego grania? Czy chcielibyście w przyszłości żyć z muzyki? 

LM: Właśnie tak, to prawda, iż nie zarabiamy na życie muzyką. Wprost przeciwnie, pracujemy, by mieć pieniądze na tworzenie muzyki... Poza wszystkimi minusami ma to jeden ogromy plus, którym jest całkowita artystyczna wolność. Nie musimy przejmować się potrzebami odbiorców czy też wydawców starających się o sukces komercyjny.... pozostawiamy to „rzemieślnikom sztuki”... Preferujemy tutaj arystokratyczną drogę całkowitej artystycznej wolności i przyjemności z tworzenia. A co do naszego życia prywatnego... nie różni się ono bardzo od tego, co już wiedzą o nas fani, także w życiu prywatnym żyjemy wszystkim tym, co jest w naszej muzyce...może częściej poświęcamy scenę dla biur... i jako że wszyscy mamy wyższe wykształcenie, zarabiamy na życie „produktami” naszych głów... Gudrun na polu technologii informatycznych, 667 zajmuje się finansami, a Voda pracuje z Angielskim...

ALUQAH: W recenzjach płyt LAHKA MUZA pojawia się bardzo wiele porównań, mniej lub bardziej udanych. Bardzo często porównuje się twój głos do głosu Lisy Gerard. Zauważyłem również, że za każdym razem usilnie starasz się bronić przed tym „zarzutem”. Nigdy natomiast nie pisałaś o tym jakiej muzyki słuchasz na co dzień. Jakie zespoły, kompozytorzy są twoimi ulubionymi. Czy obserwujesz to co dzieje się na scenie alternatywnej w twoim kraju i nie tylko? Jak oceniasz kondycję dzisiejszej sceny z perspektywy jej 15 letniego doświadczenia z LAHKA MUZA?

LM: Tak, krytycy zawsze starają się zacząć opisami tego, co im to przypomina i jak wygląda inaczej, jak to próbuje wyglądać... Dziś około 90% sztuki, włączając muzykę, jest tylko lepszym albo gorszym plagiatem czegoś innego... I w tym chaosie mało jest osób zdolnych znaleźć dla siebie coś indywidualnego i przynajmniej trochę oryginalnego... W każdym razie, nie chcę zagrażać nieskromnym, ale myślę, iż przez te wszystkie lata porównywania naszej muzyki i wokalu do szerokiego zakresu całkowicie sprzecznych „ideałów” pokazało, iż LM ma swój własny niepowtarzalny charakter... A co do naszych „ulubieńców”... muzyka ani inne gatunki nie są rozstrzygające... chcemy poszukiwać wewnętrznej energii i kultywować ją dalej... i wtedy wszyscy, którzy postrzegają to podobnie... jako że jesteśmy żywo zainteresowani całym spektrum życia dookoła nas, interesuje nas ewolucja muzyki i sztuki jako takiej, tutaj i za granicą... A obecna scena? Jest prawie martwa... Jest przepełniona bezdusznymi klonami niegdyś żywej sztuki i ma tendencję do dławienia nawet ostatnich prób autentyczności... ale życie jest zawsze jeden krok przed śmiercią

ALUQAH: Od czasu wydania czwartego CD minął już prawie rok. Czy obecnie pracujecie nad nowym materiałem? Jakie są wasze najbliższe plany? Czy niedługo będzie można usłyszeć nową płytę LAHKA MUZA? 

LM: Ponieważ był to nasz czwarty CD, a licząc całą dyskografię, szóste wydawnictwo, musimy odpocząć i zebrać nowe siły i inspiracje... Wydajemy nasze albumy co dwa, trzy lata...ciągle chcemy przesuwać nasze granice gdzieś dalej... Oczywiście, jeżeli chcielibyśmy powtarzać przez cały czas te same ustalone przepisy, moglibyśmy produkować nowe utwory w tym samym stylu każdego roku...jednak mamy do tego inne podejście...nie chcemy rabować samych siebie... Wygląda na to, iż nowy album, którego zalążki właśnie zaczynają się pojawiać może wyjść w końcu przyszłego roku lub na początku 2003. Wszystko jest w rękach Muz, a w szczególności tych „Jasnych”... W tym momencie gramy koncerty, pracujemy nad nowymi fotografiami do strony internetowej, przygotowujemy nowy scenariusz do naszego nowego klipu i i przede wszystkim Żyjemy! 
 

ALUQAH MAGAZINE http://aluqah.republika.pl